Kiedy Ty odsypiasz emocje – czyli co się dzieje ze zdjęciami po sesji.
Siedziałaś w blasku fleszy, leżałaś, stałaś, śmiałaś się, relacjonowałaś wczorajszą wizytę w spa i to, że na tym nowym masażu to praktycznie zasnęłaś, bo tak spokojnie dawno nie było.
Mówiłaś o dzieciach, pracy, bieganiu. Ze wzruszeniem opowiadałaś o ostatnio oglądanym filmie z ukochaną Tildą Swenson.
Emocjonowałaś się, bo dwa dni wcześniej na parkingu, ktoś zarysował Twoje auto. Oj, nie lubiłaś tego kogoś tak bardzo, aż drgała Ci powieka. Ukochane autko, pomarańczowy metalik, mówisz do niego Suzi, ech.
Były historie o życiu. Niektóre z nich były wesołe, niektóre mniej. Momentami było nostalgicznie a chwilę potem śmiałaś się głośno.
Ja robiłam zdjęcia, przy niektórych pozowałaś, przy innych zupełnie zapominałaś o aparacie.
W zasadzie nie wiesz, czy zrobiłam ich dużo czy mało.
Wracasz do domu, opowiadasz, dzielisz się wspomnieniami. Odpoczywasz.
Dla Ciebie to zaczyna się okres oczekiwania na zdjęcia, a dla mnie etap przygotowania ich dla Ciebie.
Sama sesja, to spotkanie, to historia, Twoja historia, którą opowiadamy razem.
Często po sesji nie pamiętam, ile miałaś sukienek, ani czy założyłaś zielone buty.
Zostaje we mnie wrażenie.
Zdjęcia z aparatu muszę „zgrać na komputer”. Jest ich sporo, czasami 200, czasami 300.
Z tego całego materiału mam wybrać 10, 15, 20, 25. Zależy od pakietu.
Jak to robię? Oglądam wszystkie, kilka razy. Potem wypisuję sobie te, które według mnie mówią najwięcej o stworzonej przez nas historii. Często porównuję kadry, kilka bardzo podobnych do siebie zdjęć. Decyduję, które jest najlepsze.
Właśnie to jest najbardziej angażująca część procesu. Czasami spędzam nad tym ponad godzinę, czasami dwie. To trochę jak pisanie książek. Decydowanie o kształcie sesji, to wybieranie spośród możliwości, spośród historii do opowiedzenia.
Z każdej sesji mogę wybrać kilka wersji Ciebie. Mogłabyś być wesoła, smutna, poważna, dziewczęca, dostojna. Możliwości jest wiele.
Czym kieruję się przy wyborze? Słucham, obserwuję, pytam, rozmawiam. Lubię, gdy mówisz po co przyszłaś.
Czasami ciężko jest samej zrozumieć co dzieje się w życiu, w jakim miejscu jesteś. Zdjęcia mają magiczną moc pokazywania, odkrywania emocji.
Szukanie w nich odpowiedzi na pytanie „co u mnie słychać?” jest naturalne.
Dlatego tak ważna jest dla mnie nasza rozmowa, przed sama sesją. Pisałam już o tym tu: https://studiotrzykoty.com/blog-trzy-koty/co-moze-zdarzyc-sie-na-sesji-zdjeciowej
Sama też szukam odpowiedzi na te pytania. Często siadam przed własnym aparatem, żeby zobaczyć co u mnie słychać.
Opowiadam Twoje historie zdjęciami. Układam je niczym puzzle, szukam odpowiednich fragmentów. Skupiam się na emocjach. Ocalam je, żebyś i Ty o nich nie zapomniała. Szukam Ciebie. Szukam mnie.
Tak, mnie także. W każdej sesji jest coś ze mnie. Atmosfera sesji, to co mówisz, dotyka pewnych zakamarków mnie, które przenoszę na zdjęcia. Sesja jest naszym wspólnym wspomnieniem. Część z niej zostaje we mnie, pokazuje mi coś, o czym nie miałam pojęcia, otwiera mnie, wzbogaca.