Pułapki mówienia – czyli dlaczego jesteś „za stara na sesję”

Pułapki mówienia – czyli dlaczego jesteś „za stara na sesję”

Jest lato 2011 roku, Nowy Jork, studziesięcioletnia Amber tańczy pośrodku zatłoczonego pokoju. Wszyscy spoglądają na nią z zakłopotaniem. Wtedy podchodzi do niej trzydziestoletni mężczyzna i ją całuje namiętnie.

Gdy Amber opowiada potem o tej sytuacji, mówi: „to najtrudniejsza rzecz po osiągnięciu pewnego wieku. W środku czujesz się nadal tak samo – może troszkę mądrzejsza i pewniejsza siebie – ale na zewnątrz jesteś zupełnie inna. Moja babcia mawiała, ze starzenie się nie jest dla tchórzy i miała rację. Ludzie przestają na ciebie patrzeć i jakby znikasz z pola widzenia, szczególnie w naszej kulturze opętanej obsesją młodości.”

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Studziesięcioletnią kobietą była Amber Valletta – aktorka i modelka. Działo się to przy 440 West 15th Street, New York, NY 10011.

Amber miała wtedy czterdzieści lat i brała udział w sesji zdjęciowej do wrześniowego numeru czasopisma „W Magazine”. Fotograf Steven Klein zdecydował się, w nietypowy sposób, bo postarzając modelkę z upływem każdej dekady, pokazać modę od lat 30 tych dwudziestego wieku do współczesności.

Amber odbyła więc podróż od kobiety trzydziestoletniej do studwudziestoletniej staruszki.

Studio Trzy Koty - IMG_7557 kopia.jpg

Ta sesja to naprawdę nie zdjęcia a filmy o każdej dekadzie. To, co finalnie zobaczyliśmy w magazynie to kadry z filmu. Całość ma w sobie niezwykły ładunek emocjonalny. To swoista kapsuła czasu. Iluzja, która pozwala nam zgubić się w czasie, wymiarach, historiach. Nic nie jest pewne, przewidywalne, logiczne.

Trochę jak bajka. A bajki niosą przesłanie. To przesłanie przekazuje nam sama Amber mówiąc: „ta sesja sprawiła, że poczułam się wdzięczna, za to w jakim jestem wieku. Nie oszukuję się, jestem czterdziestką spoglądającą w stronę sześćdziesiątki, a nie dwudziestką patrzącą w stronę czterdziestki. Staram się opóźnić procesy starzenia, ale uważam, że najważniejsze jest zdrowie psychiczne. Mocno wierzę, że to jak się czujesz wewnątrz promieniuje na to, jak wyglądasz na zewnątrz”.

Dlaczego opisuję Wam to wszystko?

Często słyszę pytanie: „czy w moim wieku to jeszcze ma sens? Czy jak mam prawie czterdzieści lat to nadaje się do zdjęć? Czy kobieta po pięćdziesiątce może robić sobie zdjęcia? Że jak już przegapiłam sesję na czterdziestkę to już teraz nie ma po co”.

Jak ja to widzę z perspektywy fotografki? Właśnie teraz jest po co.

Teraz możesz z dystansem opowiedzieć o swoich miłościach. O tym jak wchodziłaś przez okno, żeby odwiedzić chłopaka w akademiku. A teraz lata później znowu jesteś zakochana i w zasadzie to też wariactwa Ci w głowie i w zasadzie nic się nie zmieniło.

Czujesz się na tyle pewnie, że słuchasz siebie a nie innych. Rady traktujesz jak opinie a nie wyznaczniki, bo już wiesz, że możesz, że to Twoje decyzje i dobrze Ci z tym. Masz za sobą lata budowania kariery i odkrywania tego, co lubisz a czego nie. 

Przejmowanie się innymi „odkładasz na półkę”, włączasz luz i w rockowej koszulce jedziesz szaleć na koncercie Rammsteina albo różowym kombinezonie latać w tunelu aerodynamicznym. A świat na ten moment przestaje istnieć i jesteś szczęśliwa.

Studio Trzy Koty - IMG_2974.jpg

Twoja sesja to film, zdjęcia to kadry z tego filmu. Teraz masz historię do opowiedzenia. Twoje oczy, ciało, gesty, ruchy, śmiech, powaga – wszystko to mówi, tworzy rytm, jest jak sztuka. Życie, doświadczenie, dzieci, miłości, upadki, wzloty, radości, nostalgie dodają Ci piękna. Przezwyciężyłaś mnóstwo spraw, sytuacji, żeby tu być i to też dodaje Ci piękna.

Bo przecież tu jesteś. Szanse, że pojawiłaś się na świecie, mimo wojen, chorób, dinozaurów, to: 1 do 400 000 000 000 (przestań liczyć zera – to są tryliony 😉).

Jesteś tu i jesteś cudem. Otwórz się na siebie i swoja historię.

Studio trzy Koty - IMG_7262 kopia.jpg
"Baba za kierownicą" - czyli do czego nie nadają się kobiety

"Baba za kierownicą" - czyli do czego nie nadają się kobiety

I wtedy nadszedł wielki dzień – czyli dlaczego zdjęcia są dziedzictwem

I wtedy nadszedł wielki dzień – czyli dlaczego zdjęcia są dziedzictwem